radczyni prawna, Członkini Zarządu Europol Gaz
Ormuz to cieśnina oddzielająca Iran od Półwyspu Arabskiego. Do 2025 roku przepływało tamtędy 20 mln baryłek ropy dziennie. To mniej więcej jedna piąta światowego zużycia. Tą samą trasą szła również jedna piąta globalnego tranzytu skroplonego gazu LNG z Kataru. Konflikt, który rozgorzał pod koniec lutego, zmienił ten obraz w kilka tygodni. Jeszcze niedawno cieśninę pokonywało około 140 statków dziennie. W sierpniu notowaliśmy dni, w których przepłynęły zaledwie dwa. Arteria została praktycznie zamknięta. Pierwszy, najbardziej namacalny skutek, to wzrost cen ropy o ponad 40%. Rok temu baryłka kosztowała 67 dolarów, dziś ponad 93 dolary. W przypadku gazu podwyżka sięgnęła 30%, a katarskie LNG po prostu nie ma alternatywnego szlaku. Unia Europejska z dnia na dzień została pozbawiona ogromnych wolumenów surowca. Drugi skutek dotyczy bezpieczeństwa i kosztów transportu morskiego. Przed wybuchem wojny ubezpieczenie tankowca kosztowało ułamek procenta jego wartości. Dziś to nawet 10%. Przy jednostce wartej 100 mln dolarów mówimy o polisie za 10 mln dolarów. Trzeci skutek, świat po prostu ubożeje. Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżył prognozę wzrostu gospodarczego do 3%, a inflacja przyspiesza. Konsekwencje są odczuwalne dla każdej gospodarki.
– A Polska? Zacznijmy od twardych liczb. W lutym, przed wojną, diesel kosztował średnio 5,93 zł, benzyna Pb95 5,60 zł. Na początku sierpnia diesel przekroczył 8,20 zł, a benzyna doszła do 7,55 zł. To podwyżka o blisko 40%, dokładnie tyle, ile na rynku ropy. Od 17 sierpnia działa rządowy program wsparcia, blokujący cenę maksymalną na poziomie 7,59 zł za diesel i 6,54 zł za benzynę. I tu rzecz najważniejsza, mimo skali globalnego kryzysu Polska ma się czym pochwalić. Ropa z Arabii Saudyjskiej płynie do nas nieprzerwanie, zmienionym szlakiem, rurociągiem Wschód–Zachód do portu nad Morzem Czerwonym. Katarskie LNG zastąpiliśmy amerykańskim – powiedziała serwisowi eNewsroom.pl Paulina Grochowska, radczyni prawna, Członkini Zarządu Europol Gaz. – Mamy też swoją specyfikę wynikającą z historii. Wstrzymanie dostaw gazu z kierunku wschodniego zmusiło nas do odrobienia lekcji wcześniej niż resztę Europy. Dlatego dziś dysponujemy terminalem w Świnoujściu, Baltic Pipe, zapasami ropy na około 90 dni i magazynami gazu zapełnionymi w 90%, przy średniej unijnej na poziomie 62%. Nasza obawa brzmi więc inaczej niż w większości krajów. Boimy się raczej rosnących cen paliw, a nie tego, że surowca zabraknie. W czasie takiego konfliktu to naprawdę dobra wiadomość. Dywersyfikacja nie sprowadza ryzyka do zera, ale skutecznie je rozprasza. I w czasach kataklizmów wypada powiedzieć, że tę pracę domową odrobiliśmy – zaznaczyła Paulina Grochowska.