Instytut Transportu Samochodowego
Zima wciąż jest z nami. Tegoroczne warunki były wyjątkowe, na przestrzeni ostatnich lat nie doświadczyliśmy tak srogiej aury, obfitującej w intensywne opady śniegu. Sytuacja ta wystawiła na próbę umiejętności polskich kierowców, zmuszając do weryfikacji techniki jazdy w trudnych warunkach. Praktyka pokazuje jednak, że poradziliśmy sobie całkiem nieźle. Potwierdzają to statystyki, które dla wielu mogą być zaskakujące. Do największej liczby wypadków drogowych dochodzi nie zimą czy jesienią, gdy warunki są obiektywnie najtrudniejsze, ale latem, przy słonecznej pogodzie i wysokich temperaturach. Dobre warunki atmosferyczne dają złudne poczucie bezpieczeństwa i zachęcają do szybszej jazdy, a to właśnie nadmierna prędkość pozostaje główną przyczyną tragedii na polskich drogach.
– Jesienią i zimą polscy kierowcy jeżdżą bezpieczniej. Niesprzyjająca aura, śliska nawierzchnia, opady śniegu oraz szybko zapadający zmrok działają jak naturalny ogranicznik prędkości. Kiedy droga nie pozwala na brawurę, a widoczność jest ograniczona, czujemy się za kierownicą mniej pewnie, co skłania nas do bardziej zachowawczej i spokojniejszej jazdy – powiedział serwisowi eNewsroom Mikołaj Krupiński, Rzecznik prasowy Instytutu Transportu Samochodowego. – W efekcie w miesiącach jesienno-zimowych odnotowujemy znacznie mniej zdarzeń drogowych niż w sezonie letnim. Analizując bezpieczeństwo na naszych drogach, warto zwrócić szczególną uwagę na rok 2025. Przyniósł on znaczącą poprawę w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego. Pozytywne trendy widoczne są praktycznie we wszystkich zestawieniach statystycznych: odnotowano mniej wypadków, spadła liczba osób poszkodowanych, a co najważniejsze ofiar śmiertelnych. Ten sukces nie jest dziełem przypadku. To wypadkowa wieloletnich działań: kampanii edukacyjnych, modernizacji infrastruktury oraz zmian w prawie. Wszystkie te elementy, realizowane konsekwentnie przez ostatnie dekady, sprawiają, że polskie drogi z roku na rok stają się coraz bezpieczniejsze – zaznaczył Mikołaj Krupiński.